piątek, 28 maja 2010
Wracając z lotniska.
Po tygodniu w rowie, tydzień festiwalowo-filmowy, czyli od poniedziałku od rana do późnego wieczora przesiaduję na kinowej sali odciskując tyłek na welurowych siedziskach i zastanawiając się gdzie jeszcze umieścić nogi. Obejrzał mnóstwo Młodego Kina, jak i konkursowych produkcji.. Właściwie mam już serdecznie dość polskiego kina, zbliżeń na policzek, kciuk, muchę, scen heteroseksualnych gwałtów, cyckôw i bezkształtnych damskich pośladków.. Na szczęście filmowy festyn ma jutro koniec, udamy się na jakieś przemiłe ostatki, co aby jeden i drugi był piękny i gładki, zaliczamy Hey w ramach Neptunaliów i do domu, gdzie zamknęli nas na cztery spusty, bo ile można. tak obok siebie.. Odnośnie tytułu - tak, wracam z lotniska, bo Marka zawezwano do Kopenhagi, co aby oddać się wypełnianiu jakiegoś zawodowego obowiązku, tak to nazwać należy. Ja? Wracam na FPFF. Sam, no bo co robić..
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz