Miałem pisać. I co? Chujow sto.
Na razie nie idzie mi najlepiej. Mam tremę, bo przecież czytasz Ty. Kurde. Serio. Boję się każdego słowa. Bo niby to, co we mnie opisać łatwo. Z drugiej strony czytelnicy. Czytacze, podglądacze. A może nikogo nie ma? Może jesteśmy tylko my? To tyle w temacie użalania się. Koniec.
Chciałem opisać weekend i zrobię to w stylu Memento. Czyli od końca. Ktoś pamięta?
Niedziela, godzina trzecia. siedzę w wannie. Ty się uczysz. Jesteśmy zmęczeni po dwóch dniach imprezy. było arcy fajnie. a dziś? Ta miła świadomość po przebudzeniu, że zjemy razem śniadanie. I to śniadanie ogromne, które właśnie rozsadza mi brzuszek. i śmiech z Niemców w Hotelu Zacisze. i poranny sklep, gdzie wszyscy wiedzą. i czas pomiędzy 11 a 13...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz